Strony
niedziela, 2 lutego 2014
Nie jestem jeszcze gotowa
Niecały tydzień temu Młody zaczął chodzić. SAM. Powinna mnie rozpierać matczyna duma, że moje dziecko kolejny krok w swoim rozwoju zrobiło. I rozpiera. Ale równocześnie po tych paru dniach samodzielnego chodzenia, stwierdzam że nie jestem na to gotowa. Zarówno nasza pani pediatra i ortopeda mówili, że Młody nie zacznie szybko chodzić. Zbyt szybko rósł a to wg nich powoduje, że dziecko nie ma takiej siły w nóżkach i kręgosłupie. No i z niego straszna chudzina jest, mimo że apetyt ma niesamowity. Tak więc nie bardzo o tym myślałam, że będzie tak szybko chodził. Jeszcze na początku stycznia oba pachacze, które dostał pod choinkę stały nieużywane. A jak do nich podchodził, to tylko dla muzyczki z nich lecącej (bo to takie muzykalne dziecie jest). Aż to nagle załapał, że można przy nich chodzić. Przed roczkiem zdarzyło mu się nawet zrobić parę razy samodzielny kroczek czy dwa. Oczywiście na mega chwiejnych nogach. Tak więc, kiedy w zeszły wtorek przewędrował pięć metrów sam to mnie to ucieszyło ale równocześnie przeraziło. Ponieważ Młody jest bardzo szybkim dzieckiem, to jego chodzenia też takie jest. I tu zaczynają się problemy. Chyba z dziesięć nowych guzów, siniaki na kolanach, rozcięta warga. No niby to normalne. Dziecko się uczy a co za tym idzie te upadki są i będą zapewne jeszcze przez jakiś czas. Ale dzisiejsze walnięcie głową w płytki na przedpokoju, to mnie psychicznie wykończyło. A raczej 40 minut przeraźliwego ryku, które po tym nastąpiło. Normalnie masakra. Zdecydowanie stwierdzam, że samodzielne chodzenie to najtrudniejszy etap w jego rozwoju. Przynajmniej najtrudniejszy dla mnie. Chodzić za nim cały czas nie mogę. Bo po pierwsze czasem w domu trzeba coś zrobić. Po drugie, Młody się wkurza jak się go asekuruje. Odpycha rękami, siada i ryczy. No bo przecież chodzenie to dla niego straszna frajda (widać to po jego uśmiechu). Ach, jak to przeżyć. Ma ktoś jakieś dobre rady??? Albo chociaż wsparcie.
środa, 22 stycznia 2014
Ale po co mi fitness?
Od dłuższego czasu staram się codziennie po południu ćwiczyć w domu przy różnych ćwiczeniach. Schudnąć to może nie schudłam za dużo bo podjadam cały czas za dużo słodyczy (to taka moja słabość od lat). Na pewno lepiej się czuję dzięki tym ćwiczeniom no i ciało jakieś takie ładniejsze się zrobiło. Ale od wczoraj nie mam siły ćwiczyć. Z takiego przyziemnego powodu. Mianowicie chodzi o śnieg. I tu nasuwa się pytanie: co ma śnieg wspólnego z brakiem chęci do ćwiczeń? Odpowiedź jest banalnie prosta i zna ją chyba każda Mama pchająca dzień w dzień wózek ze swoim małym skarbem. Nieodśnieżone chodniki to zmora sezonu zimowego. Zawsze mnie wkurzały ale jakoś dawałam radę. Od zeszłej zimy, kiedy jeszcze z gondolą chodziłam na spacery, przestałam lubić tę porę roku. A teraz kiedy Młody jeździ w spacerówce i jest trzy razy cięższy niż rok temu, to mam tej zimy serdecznie dość. A dopiero dwa dni minęły odkąd spadł śnieg. Po półtoragodzinnym spacerze wracam tak zmasakrowana, że nie mam ochoty na nic. Nogi i tyłek bolą masakrycznie a najgorzej jest z rękami. Normalnie czuję mięśnie, o których nie miałam wcześniej pojęcie, że istnieją. Myślałam, że dziś będzie trochę lepiej. Ale jakże się ja myliłam. No bo po co odśnieżać chodniki, jak wystarczy sypnąć solą i piaskiem. A potem się taka fajna breja robi, po której przejechać gorzej niż po lodzie. Dobrze, że przynajmniej buty mam na tyle dobre, że nie ślizgam się jak inne Mamy. Jedyny pozytyw jaki widzę w tej sytuacji, to taki, że może schudnę :) bo wysiłek włożony w taki spacer to prawie jak przebiegnięcie maratonu.
poniedziałek, 20 stycznia 2014
I po urodzinach
Nawet się nie spodziewałam, że urodziny Młodego będą dla mnie tak emocjonującym przeżyciem. niby przygotowania jak do normalnego spotkania w gronie rodzinnym a jednak psychicznie po wszystkim byłam wykończona. Młody chyba też był zmęczony bo bardzo rzadko zdarza mu się zasnąć przed godziną 20.00. Na dodatek obudził się dopiero po 8 rano.
Co do samych przygotowań to na szczęście Pan Mąż wziął w piątek urlop i posprzątał całe mieszkanie. Chwała mu za to bo inaczej bym nie ogarnęła tego tak szybko i sprawnie. Moja Mama zabrała Młodego do siebie więc mogłam się skupić na gotowaniu :)
Co do samych przygotowań to na szczęście Pan Mąż wziął w piątek urlop i posprzątał całe mieszkanie. Chwała mu za to bo inaczej bym nie ogarnęła tego tak szybko i sprawnie. Moja Mama zabrała Młodego do siebie więc mogłam się skupić na gotowaniu :)
sobota, 18 stycznia 2014
19.41
O tej godzinie dokładnie rok temu, w zimowy śnieżny wieczór przyszedł na świat mój synek. Długo wyczekiwany. I nie chodzi o to, że czekaliśmy w mega kolejce na cięcie cesarskie bo Młodemu się na świat nie śpieszyło (o tym można tutaj poczytać ). Wyczekiwany bo jednak prawie dwa lata starań było za nami. W sumie to już się przestaliśmy starać a tu się na teście ciążowym dwie kreseczki pojawiły. Radość wtedy była niesamowita ale równocześnie strach ogromny. Tysiące pytań w głowie, czy sobie poradzimy. Z perspektywy tego roku stwierdzam jednogłośnie, że DALIŚMY RADĘ :)
niedziela, 12 stycznia 2014
Dlaczego wspieram WOŚP?
Chyba każdy w tym kraju zna Jurka Owsiaka i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. W tym roku pieniądze będą zbierane na sprzęt dla dziecięcej medycyny ratunkowej oraz dla oddziałów geriatrycznych. Jak co roku rzesze młodych ludzi (choć nie tylko) zbierają do puszek pieniążki, za które później WOŚP będzie mogła zrealizować swój cel.
W czasach mojej młodości ;) trzykrotnie zbierałam pieniążki jako wolontariuszka. Jeśli komuś się wydaje, że to łatwa sprawa to się myli. Warto docenić te dzieciaki, stojące cały dzień na dworze ze zmarzniętymi nosami i wrzucić im trochę grosza do puszki. Nieważne czy ktoś wrzuci złotówkę, stówkę czy choćby jeden grosik. Ważne aby wziąć udział bo to ważne przedsięwzięcie jest. Wiele osób nie zdaje sobie z ogromu pomocy, który Jurek Owsiak ze swoją fundacją zrobił przez te lata. Bo jak to usłyszałam kiedyś "mnie to nie dotyczy, ja z tego sprzętu nie korzystam". Tak mówiła znajoma mojej koleżanki. Doceniła dopiero to co robi Orkiestra, kiedy jej dziecko ratowano właśnie sprzętem zakupionym przez WOŚP. Od tamtej pory zmieniła zdanie i ze starszą córką rok w rok uczestniczą w zbiórkach jako wolontariuszki.
W czasach mojej młodości ;) trzykrotnie zbierałam pieniążki jako wolontariuszka. Jeśli komuś się wydaje, że to łatwa sprawa to się myli. Warto docenić te dzieciaki, stojące cały dzień na dworze ze zmarzniętymi nosami i wrzucić im trochę grosza do puszki. Nieważne czy ktoś wrzuci złotówkę, stówkę czy choćby jeden grosik. Ważne aby wziąć udział bo to ważne przedsięwzięcie jest. Wiele osób nie zdaje sobie z ogromu pomocy, który Jurek Owsiak ze swoją fundacją zrobił przez te lata. Bo jak to usłyszałam kiedyś "mnie to nie dotyczy, ja z tego sprzętu nie korzystam". Tak mówiła znajoma mojej koleżanki. Doceniła dopiero to co robi Orkiestra, kiedy jej dziecko ratowano właśnie sprzętem zakupionym przez WOŚP. Od tamtej pory zmieniła zdanie i ze starszą córką rok w rok uczestniczą w zbiórkach jako wolontariuszki.
wtorek, 7 stycznia 2014
Koniec leniuchowania
Dawno dawno nic nie pisałam ponieważ postanowiłam sobie zrobić "urlop" od wszystkiego. Skorzystałam z okazji, że mój szanowny Pan Mąż urlopował od Wigilii aż do Trzech Króli i to on przejął na ten czas opiekę nad Młodym. Muszę przyznać, że dobrze mi zrobił taki odpoczynek. Przez te dwa tygodnie może ze 3 pieluszki zmieniłam :) Ani razu nie musiałam wstawać w nocy, gdy Młody poszukuje smoczka lub mam ochotę z Nami pogadać ;) Jedyne z czym mój Małżonek sobie nie radzi to gotowanie. Tak więc przez te ponad dwa tygodnie, to była jedyna rzecz którą w domu robiłam. Miałam za to mnóstwo czasu na zaległości książkowe, na wiecznie odkładane spotkania i rozmowy z koleżankami. Zrobiłam sobie też przy okazji wolne od internetu. Sporadycznie tylko zaglądałam na facebook. Chyba jestem od niego uzależniona ;) No ale tłumaczę sobie, że każdy musi mieć jakieś uzależnienia a lepsze to niż co innego.
Od dziś znów jestem Mamą na pełny etap i pomału zaczynam planować pierwsze urodziny Młodego :) Właśnie parę dni temu, jak spał w łóżeczku pomyślałam sobie: gdzie jest mój maluszek? To już nie jest niemowlę, to już duży chłopak jest. Ostatnio jak go mierzyłam to miał 84 cm. Podobno to dużo jak na ten wiek. Odwiedziła Nas znajoma z córcią starszą od Młodego o 4 miesiące i wzrostem byli tacy sami a podobno ona jest najwyższą dziewczynką w żłobku. Moje malutkie dzieciątko już strasznie samodzielne jest. Zaczyna sam łyżeczką grzebać w miseczce, nieudolnie próbując wcelować do buzi. Nauczył się sam pić z bidona ze słomką - z tego akurat jestem najbardziej dumna bo problemów z nauką picia było dużo. Poruszanie przy meblach czy kanapie opanował do perfekcji. Zaczął chodzić trzymany za rączki. A co gorsze dla moich pleców, strasznie to lubi i domaga się co chwila aby z nim chodzić. Chyba muszę się pogodzić z tym, że mojego maluszka już nie ma. A może czas pomyśleć nad kolejnym? :)
Od dziś znów jestem Mamą na pełny etap i pomału zaczynam planować pierwsze urodziny Młodego :) Właśnie parę dni temu, jak spał w łóżeczku pomyślałam sobie: gdzie jest mój maluszek? To już nie jest niemowlę, to już duży chłopak jest. Ostatnio jak go mierzyłam to miał 84 cm. Podobno to dużo jak na ten wiek. Odwiedziła Nas znajoma z córcią starszą od Młodego o 4 miesiące i wzrostem byli tacy sami a podobno ona jest najwyższą dziewczynką w żłobku. Moje malutkie dzieciątko już strasznie samodzielne jest. Zaczyna sam łyżeczką grzebać w miseczce, nieudolnie próbując wcelować do buzi. Nauczył się sam pić z bidona ze słomką - z tego akurat jestem najbardziej dumna bo problemów z nauką picia było dużo. Poruszanie przy meblach czy kanapie opanował do perfekcji. Zaczął chodzić trzymany za rączki. A co gorsze dla moich pleców, strasznie to lubi i domaga się co chwila aby z nim chodzić. Chyba muszę się pogodzić z tym, że mojego maluszka już nie ma. A może czas pomyśleć nad kolejnym? :)
środa, 18 grudnia 2013
Ciasteczka cynamonowe
W zeszłym tygodniu upiekłam świąteczne ciasteczka cynamonowe. Myślałam, że do Świąt się utrzymają. Niestety mój Pan Mąż zjadł już większość. Dlatego dziś upiekłam drugą partię i mam nadzieję, że tym razem dotrwają chociaż do Wigilii. Ciasteczka są bardzo proste w wykonaniu. Ogólnie jak już się za coś zabieram, to przepis musi być łatwy i szybki do przygotowania, ponieważ nie lubię zbyt dużo czasu spędzać w kuchni.
Co będzie potrzebne?
Co będzie potrzebne?- 250 gram mąki
- 1 jajko
- 100 gram masła lub margaryny
- 100 gram cukru pudru
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 torebka zmielonego cynamonu
wtorek, 17 grudnia 2013
Taka babcia to skarb!
Święta coraz bliżej, każdy to wie. Jako dziecko bardzo lubiłam ten czas. Z niecierpliwością czekałam aż nadejdą. Pamiętam ten zapach pomarańczy bo tylko w okresie przedświątecznym można je było kupić. Z niecierpliwością czekało się na prezenty. W tamtych czasach nawet najmniejszy drobiazg sprawiał wiele radości. Rodzinne ubieranie choinki to było coś. Mój Tata rok w rok się męczył z oprawieniem drzewka w stojak. Zapewne w tym roku też tak będzie i tradycyjnie jego choinka będzie krzywo stała :)
Jako mała dziewczynka pomagałam babci robić pierogi z kapustą i grzybami. Moim zadaniem było za pomocą szklanki wycinanie ciasta na pierogi. Ależ przy tym było zabawy. Niestety w tym roku po raz pierwszy w moim 34-letnim życiu nie będzie pierogów swojej roboty. Babcia parę dni temu nieszczęśliwie upadła we własnym mieszkaniu i złamała biodro. Szczęście w nieszczęściu, moja Mama akurat u niej była i szybko zadzwoniła po pomoc. Babcia jest już po operacji, rokowania są dobre. Najgorsze jest to, że przez najbliższy czas będzie głównie leżeć. Nie wiadomo czy wyjdzie ze szpitala na Święta. Tak więc nie zasiądzie z nami do wigilijnego stołu.
Przez ostatnie lata Święta w mojej rodzinie były smutne. Co rok ktoś bliski odchodził. Zasiadaliśmy do wigilijnego stołu w okrojonym składzie. Tegoroczna wigilia miała być wyjątkowa bo w końcu nas w rodzinie przybyło. W zeszłe Święta z niecierpliwością czekaliśmy na Młodego, że może się przedwcześnie pojawi. Te Święta to miały być wesołe święta. I pomimo tego nieszczęścia, które Nas parę dni temu spotkało, pomimo tego, że Babci nie będzie przy naszym stole, to mam przeczucie, że będą to wyjątkowe Święta.
To będą pierwsze Święta mojego syna. Chciałabym aby z tego czasu miał miłe wspomnienia. Na razie jest za mały aby cokolwiek pamiętać ale my Rodzice będziemy je długo wspominać. Dlatego też postaram się powtórzyć tą atmosferę z moich lat dziecinnych. Teraz to ja będę "zmuszać" wszystkich do śpiewania kolęd. To ja będę im nakładała każde danie do spróbowania mówiąc przy tym "musisz spróbować, bo to tradycja". To ja ich pogonię w nocy na pasterkę. To ja muszę zastąpić Babcię. Wiem, że to będzie trudne bo to kobieta niezastąpiona. Czeka mnie ciężkie zadanie. Mam nadzieję, że podołam. Przygotowania do wigilii już zaczęłam. No ale pierogów niestety nie zrobię :(
Ale cóż, w przyszłą wigilię Babcia już z nami będzie, na pewno w lepszej formie. I znów będzie tak jak dawniej.
Jako mała dziewczynka pomagałam babci robić pierogi z kapustą i grzybami. Moim zadaniem było za pomocą szklanki wycinanie ciasta na pierogi. Ależ przy tym było zabawy. Niestety w tym roku po raz pierwszy w moim 34-letnim życiu nie będzie pierogów swojej roboty. Babcia parę dni temu nieszczęśliwie upadła we własnym mieszkaniu i złamała biodro. Szczęście w nieszczęściu, moja Mama akurat u niej była i szybko zadzwoniła po pomoc. Babcia jest już po operacji, rokowania są dobre. Najgorsze jest to, że przez najbliższy czas będzie głównie leżeć. Nie wiadomo czy wyjdzie ze szpitala na Święta. Tak więc nie zasiądzie z nami do wigilijnego stołu.
Przez ostatnie lata Święta w mojej rodzinie były smutne. Co rok ktoś bliski odchodził. Zasiadaliśmy do wigilijnego stołu w okrojonym składzie. Tegoroczna wigilia miała być wyjątkowa bo w końcu nas w rodzinie przybyło. W zeszłe Święta z niecierpliwością czekaliśmy na Młodego, że może się przedwcześnie pojawi. Te Święta to miały być wesołe święta. I pomimo tego nieszczęścia, które Nas parę dni temu spotkało, pomimo tego, że Babci nie będzie przy naszym stole, to mam przeczucie, że będą to wyjątkowe Święta.
To będą pierwsze Święta mojego syna. Chciałabym aby z tego czasu miał miłe wspomnienia. Na razie jest za mały aby cokolwiek pamiętać ale my Rodzice będziemy je długo wspominać. Dlatego też postaram się powtórzyć tą atmosferę z moich lat dziecinnych. Teraz to ja będę "zmuszać" wszystkich do śpiewania kolęd. To ja będę im nakładała każde danie do spróbowania mówiąc przy tym "musisz spróbować, bo to tradycja". To ja ich pogonię w nocy na pasterkę. To ja muszę zastąpić Babcię. Wiem, że to będzie trudne bo to kobieta niezastąpiona. Czeka mnie ciężkie zadanie. Mam nadzieję, że podołam. Przygotowania do wigilii już zaczęłam. No ale pierogów niestety nie zrobię :(
Ale cóż, w przyszłą wigilię Babcia już z nami będzie, na pewno w lepszej formie. I znów będzie tak jak dawniej.
czwartek, 12 grudnia 2013
Ale gdzie ta zima?
Zauważyłam ostatnio na spacerach z Młodym, jak bardzo mało dzieci jest na dworze. Mieszkamy na dość dużym osiedlu. Zawsze Mam z dziećmi w wózkach było dużo. Jest u nas takie jedno miejsce spacerowe, gdzie jest mały staw i dużo dróżek do chodzenia wokół. Zawsze tam tłumy niesamowite, że aż czasem było ciasno. A teraz pustki. Nieliczne Mamy lub Babcie chodzą z dzieciaczkami. Czyżby zima już przyszła? I do tego mroźna? Nie. Jak na razie pogoda dopisuje. W zeszłym tygodniu było chłodno i wiało mocno. Jak Ksawery Nas atakował, to nawet ja - zwolenniczka spacerów - siedziałam grzecznie w domu. Ale od paru dni jest dość ciepło, 7-8 stopni powyżej zera o tej porze roku to luksus. Więc się tak zastanawia, gdzie te dzieciaki się podziały.
wtorek, 10 grudnia 2013
Babski wieczór czyli Mama na wagarach
W sobotę byłam na babskim wieczorze. Pierwszy raz od nie pamiętam kiedy. Już dawno moje koleżanki namawiały mnie na takie wyjście. Długo się opierałam. Z reguły to ja usypiam Młodego. To ja mu czytam na dobranoc i śpiewam kołysanki. Miałam obawy czy Pan Tata sobie sam poradzi. W końcu doszłam do wniosku, że pora już przeciąć pępowinę. Tradycyjnie dzień wcześniej stanęłam przed szafą i stwierdziłam, że nie mam się w co ubrać. Postanowiłam, że w sobotę rano pójdę na zakupy i może uda się coś fajnego znaleźć. Oczywiście jak zwykle, kiedy przychodzi weekend, to Młody ma inne plany. Noc z piątku na sobotę minęła pod znakiem budzenia się co pół godziny. W sobotę z rana Młody znów był marudny z powodu wyżynających się ząbków. Niestety moje zaplanowane zakupy odeszły w zapomnienie. Już byłam bliska odwołania wieczornego wyjścia ale na szczęście po długiej drzemce Młody był jak nowo narodzony. Wesoły raczkował po całym mieszkaniu. Ubrałam więc stare jeansy, biały t-shirt i kolczyki własnej roboty. Na szczęście to była zwykła domówka więc tak naprawdę strój się nie liczył. Ale wiadomo, dla młodej Mamy każde wyjście jest wyjątkowe i chce się wyglądać dobrze. Na początku imprezy nie mogłam przestać myśleć o Młodym. Co chwilę dzwoniłam do Pana Męża z pytaniem czy wszystko ok, czy Młody nie marudzi. W końcu mój małżonek powiedział, żebym nie dzwoniła więcej (!) bo przeszkadzam im w burzeniu wieży z klocków. Tak więc dałam spokój chłopakom. Wieczór był naprawdę fajowy. Dziewczyny dzięki serdeczne :* Nawet nie myślałam jak bardzo mi takie wyjście było potrzebne. Fakt, że za długo to nie pobalowałam. Jednak nieprzespana wcześniejsza noc dała się we znaki. No i jeszcze trzeba był do domu dojechać. Strasznie nie lubię prowadzić auta nocą a na dodatek Ksawery szalał i wiało bardzo mocno. Wróciłam koło północy a mój Mały Książę spał słodko w swoim łóżeczku. Oczywiście rozkopany, w poprzek łóżka, ze swoim Moniem w rączce i nóżką na szczebelkach.
czwartek, 5 grudnia 2013
Czy Nasze dzieci potrzebują aż tyle zabawek?
Jutro Mikołajki, za chwilę Święta i prezenty pod choinką. W styczniu pierwsze urodziny Młodego. Na blogach tysiące
inspiracji co kupić dziecku w prezencie. Najbliższa rodzina i znajomi zamęczają mnie pytaniami "co kupić w prezencie". Na Mikołajki nic mu nie kupujcie, on i tak za mały żeby to zrozumieć. Na Gwiazdkę kupcie jakiegoś bodziaka czy spodenki. On tak szybko wyrasta, że nie nadążam kupować. A na urodziny to pieniążki bym prosiła. Kupimy mu coś na wiosnę, jakiś fajny rowerek.
Niestety nikt mnie nie rozumie. No jak to, nic nie kupić? Żadnego fiszer prajsa czy tym podobnej wypasionej zabawki? No nie! Moje dziecko nie potrzebuje kolejnego grająco - świecąco - hałasującego auta, pianinka, samolotu itp. On nie lubi nic co wydaje głośne dźwięki a tym bardziej jak coś miga i samo jeździ. Przez te 10, 5 miesiąca jego życia nazbierała się już niezła kolekcja grzechotek, gryzaków, pluszaków, samochodów, piłek i innego badziewia.
inspiracji co kupić dziecku w prezencie. Najbliższa rodzina i znajomi zamęczają mnie pytaniami "co kupić w prezencie". Na Mikołajki nic mu nie kupujcie, on i tak za mały żeby to zrozumieć. Na Gwiazdkę kupcie jakiegoś bodziaka czy spodenki. On tak szybko wyrasta, że nie nadążam kupować. A na urodziny to pieniążki bym prosiła. Kupimy mu coś na wiosnę, jakiś fajny rowerek.
Niestety nikt mnie nie rozumie. No jak to, nic nie kupić? Żadnego fiszer prajsa czy tym podobnej wypasionej zabawki? No nie! Moje dziecko nie potrzebuje kolejnego grająco - świecąco - hałasującego auta, pianinka, samolotu itp. On nie lubi nic co wydaje głośne dźwięki a tym bardziej jak coś miga i samo jeździ. Przez te 10, 5 miesiąca jego życia nazbierała się już niezła kolekcja grzechotek, gryzaków, pluszaków, samochodów, piłek i innego badziewia.
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Młody i piesek
Ostatnio opowiadałam Wam jak to Młody z kotkami się bawił. W ten weekend pierwszy raz miał kontakt z psem i niestety nie będziemy tego miło wspominać. Ale od początku.
Byliśmy w sobotę na spotkaniu rodzinnym a tam był mały piesek. Ogólnie to dość grzeczny zwierzak jest. Młody był jakiś bardziej odważny niż w stosunku do kotów. Od razu podszedł a raczej poraczkował do psiaka. Ten go obwąchał i sobie poszedł. Młody zajął się zabawkami i było fajnie. Świrował jak to on ma w zwyczaju, raczkował po wszystkich kątach. Cała rodzina miała z niego ubaw, jak to nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż pięć minut. W pewnym momencie podszedł do Młodego piesek. Młody wyciągnął do niego rączkę. A ten szczeknął na niego bardzo głośno a co gorsze kłami go w rączkę szarpnął. Na szczęście nic się nie stało, tylko koszulka od zębów psa lekko podarta. Na szczęście byłam obok i odgoniłam psa szybko. Młody bardzo się wystraszył. Nie mogłam go uspokoić chyba z 15 minut. Płakał strasznie a potem jeszcze w drodze do domu przeżywał całą sytuację. Dziś na spacerze jak zobaczył psa to zaczął marudzić, więc szybko odeszliśmy dalej. Mam nadzieję, że zapomni o tym szybko i nie będzie miał negatywnych wspomnień odnośnie psów. Ja byłam większa jak mnie pies ugryzł i do dziś mi został dystans do tych zwierząt.
Byliśmy w sobotę na spotkaniu rodzinnym a tam był mały piesek. Ogólnie to dość grzeczny zwierzak jest. Młody był jakiś bardziej odważny niż w stosunku do kotów. Od razu podszedł a raczej poraczkował do psiaka. Ten go obwąchał i sobie poszedł. Młody zajął się zabawkami i było fajnie. Świrował jak to on ma w zwyczaju, raczkował po wszystkich kątach. Cała rodzina miała z niego ubaw, jak to nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż pięć minut. W pewnym momencie podszedł do Młodego piesek. Młody wyciągnął do niego rączkę. A ten szczeknął na niego bardzo głośno a co gorsze kłami go w rączkę szarpnął. Na szczęście nic się nie stało, tylko koszulka od zębów psa lekko podarta. Na szczęście byłam obok i odgoniłam psa szybko. Młody bardzo się wystraszył. Nie mogłam go uspokoić chyba z 15 minut. Płakał strasznie a potem jeszcze w drodze do domu przeżywał całą sytuację. Dziś na spacerze jak zobaczył psa to zaczął marudzić, więc szybko odeszliśmy dalej. Mam nadzieję, że zapomni o tym szybko i nie będzie miał negatywnych wspomnień odnośnie psów. Ja byłam większa jak mnie pies ugryzł i do dziś mi został dystans do tych zwierząt.
środa, 27 listopada 2013
Versatile Blogger Award
I znów łańcuszek :) Pamiętam jak jeszcze w podstawówce zaczęły się łańcuszki szczęścia. Każdy skrupulatnie przepisywał je x razy na wyrwanych kartkach z zeszytu. Później pojawiły się łańcuszki na maile czy gadu gadu. Teraz na facebooku tez ich od groma można znaleźć. Nigdy ich nie lubiłam i nie brałam w nich udziału. A tu się kolejny pojawia na blogu. Znów Pani Fanaberia Nas nominuje. Tym razem jest to Versatile Blogger Award. Muszę przyznać, że w tych blogowych łańcuszkach to chętnie biorę udział. Jest to dla mnie okazja do poznania nowych blogów. W sieci są ich tysiące
. Właśnie dzięki poprzedniej łańcuszkowej zabawie odkryłam parę naprawdę interesujących blogów, które się tak lekko czyta przy kawie a przy okazji wchodzi się w tej świat blogerski jeszcze bardziej. Tyle tytułem wstępu.
. Właśnie dzięki poprzedniej łańcuszkowej zabawie odkryłam parę naprawdę interesujących blogów, które się tak lekko czyta przy kawie a przy okazji wchodzi się w tej świat blogerski jeszcze bardziej. Tyle tytułem wstępu.
wtorek, 26 listopada 2013
Młody i koty
Młody od prawie miesiąca przestawił się z dwóch krótkich drzemek na jedną długą. Co za tym idzie popołudniu już nie śpi więc śmiało można się z nim wybrać "do ludzi" :) Prawdę mówiąc nam też już zaczęło troszkę brakować kontaktu z ludźmi, dlatego bardzo się cieszymy na te nasze sobotnie wyjścia. Ostatnio odwiedziliśmy dawno nie widzianych znajomych, którzy mają w domu aż pięć kotów. Bałam się trochę jak Młody zareaguje na to spotkanie. Jak dotąd kotka widział tylko w książeczkach i ewentualnie na spacerze. Pomału kojarzy, że do kotka mówi się "kici kici". Ale nigdy jeszcze nie miał bezpośredniej styczności ze zwierzętami. My żadnego nie posiadamy, dziadkowie też więc nie było okazji do tej pory.
Obawiałam się, że Młody jak to dziecko zacznie ciągnąć koty za sierść. Albo co gorsze weźmie małego kociaka i rzuci nim, jak to robi ostatnio z każdą zabawką. O dziwo było lepiej niż się spodziewałam. Na początku trzymał się na dystans, zarówno od domowników jak i od zwierzaków. Nie dał się nawet posadzić gdzie indziej niż u Mamy lub Taty na kolanach. Po pół godziny oswoił się z otoczeniem i wyrwał na podłogę. Zaczął zwiedzać mieszkanie. Sam też podszedł do leżącego kota. Wyczuwalny był dystans w jego zachowaniu. Wyciągał rączkę do kotka i za chwilę zabierał. Na szczęście kotki właścicieli są przyzwyczajone do zabaw z dziećmi więc pozytywnie reagowały. Młody po paru próbach wyciągania i chowania rączki w końcu się zdecydował i dotknął sierści. I mu się spodobało. Zaczął głaskać kota, na szczęście nie szarpiąc :) Po chwili pojawiły się pozostałe cztery kociaki. Otoczyły Młodego a ten był zachwycony. Dotykał raz jednego, raz drugiego. Ale i tak najlepszym przyjacielem był najmłodszy paro miesięczny kociak. Chyba dlatego, że był najmniejszy i taki słodki.
Muszę przyznać, że byłam dumna z Młodego. Moje dziecko już nie jest takie malutkie i radzi sobie w innym otoczeniu niż tylko dom i znajome miejsca. Takie sytuacje są bardzo ważne w rozwoju dziecka. Tak więc tym bardziej jestem zadowolona, że dał radę.
W tą sobotę będzie spotkanie rodzinne a tam będzie piesek. Zobaczymy czy też będzie taki odważny.
Obawiałam się, że Młody jak to dziecko zacznie ciągnąć koty za sierść. Albo co gorsze weźmie małego kociaka i rzuci nim, jak to robi ostatnio z każdą zabawką. O dziwo było lepiej niż się spodziewałam. Na początku trzymał się na dystans, zarówno od domowników jak i od zwierzaków. Nie dał się nawet posadzić gdzie indziej niż u Mamy lub Taty na kolanach. Po pół godziny oswoił się z otoczeniem i wyrwał na podłogę. Zaczął zwiedzać mieszkanie. Sam też podszedł do leżącego kota. Wyczuwalny był dystans w jego zachowaniu. Wyciągał rączkę do kotka i za chwilę zabierał. Na szczęście kotki właścicieli są przyzwyczajone do zabaw z dziećmi więc pozytywnie reagowały. Młody po paru próbach wyciągania i chowania rączki w końcu się zdecydował i dotknął sierści. I mu się spodobało. Zaczął głaskać kota, na szczęście nie szarpiąc :) Po chwili pojawiły się pozostałe cztery kociaki. Otoczyły Młodego a ten był zachwycony. Dotykał raz jednego, raz drugiego. Ale i tak najlepszym przyjacielem był najmłodszy paro miesięczny kociak. Chyba dlatego, że był najmniejszy i taki słodki.
Muszę przyznać, że byłam dumna z Młodego. Moje dziecko już nie jest takie malutkie i radzi sobie w innym otoczeniu niż tylko dom i znajome miejsca. Takie sytuacje są bardzo ważne w rozwoju dziecka. Tak więc tym bardziej jestem zadowolona, że dał radę.
W tą sobotę będzie spotkanie rodzinne a tam będzie piesek. Zobaczymy czy też będzie taki odważny.
środa, 20 listopada 2013
Tarta na cieście francuskim z kiełbasą i mozarellą
Zawsze lubiłam szybkie i proste do przygotowania dania. Dlatego też uwielbiam wszelkiego rodzaju tarty i zapiekanki. Dziś podam przepis na bardzo smaczną tartę na cieście francuskim z kiełbaską i mozarellą.
poniedziałek, 18 listopada 2013
Mama na chorobowym
Już od początku zeszłego tygodnia jakiś katar się do mnie przyczepił. Co by było mało to wcale się nie chciał odczepić, tylko Panią Grypę przyprowadził. Przed samiutkim weekendem ścięło mnie z nóg. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Bolał mnie każdy mięsień. Na szczęście Pan Mąż wziął urlop i się Młodym zajął aby Matka się wyleżeć mogła. No i leżałam cały piątek, sobotę i niedzielę. Młody przez te dni wstawał dopiero po 8, więc Pan Mąż wyspany i zadowolony. Młody chyba Matce na złość robi, bo dziś jak już zostaliśmy sami w domu to obowiązkowa pobudka o 6.00.
Prawdę mówiąc to ja się strasznie wynudziłam nic nie robiąc. Oczywiście pospać w dzień nie było można bo Panowie dość aktywnie spędzali ten czas tylko we dwóch, turlając się po podłodze i wydając dzikie okrzyki. Jak wychodzili na spacer, to Matka wtedy jakoś zasnąć nie mogła bo co chwilę w głowie był Młody. Czy mu nie zimno? Czy Pan Tata założył mu rękawiczki? Czy poprawił szaliczek, aby po szyi wiatr nie wiał? Czy aby na pewno nie poszedł w stronę stawu z kaczkami? (Młody jak na razie boi się tych krzyczących kaczek). Tysiąc myśli na minutę. A jak panowie wracali to harce i okrzyki trwały do wieczora. Młody grzecznie szedł spać, bez marudzenia i wyrzucania poduszki z łóżeczka. Normalnie sielanka.
Gdyby nie to, że się koszmarnie źle czułam to bym tak "chorować" mogła częściej ;) nawet mimo wynudzenia się na maxa. A tak na serio, to mi smutno było tak leżąc samej i nie móc się pobawić z własnym dzieckiem, nie móc go nakarmić. To już chyba tak zawsze będzie, że będę tęsknić za Młodym zawsze i wszędzie.
Prawdę mówiąc to ja się strasznie wynudziłam nic nie robiąc. Oczywiście pospać w dzień nie było można bo Panowie dość aktywnie spędzali ten czas tylko we dwóch, turlając się po podłodze i wydając dzikie okrzyki. Jak wychodzili na spacer, to Matka wtedy jakoś zasnąć nie mogła bo co chwilę w głowie był Młody. Czy mu nie zimno? Czy Pan Tata założył mu rękawiczki? Czy poprawił szaliczek, aby po szyi wiatr nie wiał? Czy aby na pewno nie poszedł w stronę stawu z kaczkami? (Młody jak na razie boi się tych krzyczących kaczek). Tysiąc myśli na minutę. A jak panowie wracali to harce i okrzyki trwały do wieczora. Młody grzecznie szedł spać, bez marudzenia i wyrzucania poduszki z łóżeczka. Normalnie sielanka.
Gdyby nie to, że się koszmarnie źle czułam to bym tak "chorować" mogła częściej ;) nawet mimo wynudzenia się na maxa. A tak na serio, to mi smutno było tak leżąc samej i nie móc się pobawić z własnym dzieckiem, nie móc go nakarmić. To już chyba tak zawsze będzie, że będę tęsknić za Młodym zawsze i wszędzie.
piątek, 15 listopada 2013
Mama kąpie Młodego
Przedwczoraj mój Pan Mąż pracował do późna. To oznaczało, że sama musiałam wykąpać Młodego. Byłam tym przerażona. Nigdy sama go nie kąpałam. Zawsze Tata wszystko szykuje przed i po kąpieli. Tata też trzyma Młodego, żeby ten nie szalał za bardzo. Ja zaś Młodego po prostu myję. Aż tu nagle sama musiałam wykonać wszystkie czynności. Dodam, że Młodego nie tak łatwo umyć. To jest dziecko, które nie usiedzi w miejscu. Jest strasznie ruchliwy, chlapie wodą na wszystkie strony. Ogólnie uwielbia się kąpać. Ale za to jak się go wyciąga z wanienki to jest pisk niesamowity. Wtedy to Tata go pociesza i zabawia, żebym ja mogła go spokojnie wytrzeć itp. A wczoraj zostałam z tym wszystkim sama. Młody chyba wyczuł moje przerażenie bo był grzeczny jak aniołek. Nawet nie marudził jak mu główkę wodą polewałam. Co najważniejsze nie wrzeszczał jak go wyciągnęłam z wody. Byłam w ciężkim szoku. Ktoś mi dziecko podmienił? A może sama go będę już kąpać? Chyba do tego już dorosłam ;)
środa, 13 listopada 2013
Moje szczęście
Kilka dni temu miałam urodziny. Tradycyjnie zebrało mi się na podsumowania kolejnego roku na karku. Mimo że z reguły nigdy nic nie planuję długoterminowo to w zeszłe urodziny będąc w zaawansowanej ciąży wiedziałam mniej więcej co mnie czeka w kolejnym roku. Macierzyństwo - to było dla mnie mega wyzwanie. Przez wiele lat nie chciałam mieć dzieci. Powodów było kilka. Głównym jednak był brak odpowiedniego kandydata. Pomimo dwóch długoletnich związków, żad
en z moich ex nie nadawał się na ojca. Ale w końcu kandydat się znalazł. Szybko wzięliśmy ślub i od razu postanowiliśmy mieć dziecko. Niestety moje problemy zdrowotne opóźniły nasze plany powiększenia rodziny. Miałam więc wiele czasu na to aby przygotować się do bycia Mamą.
en z moich ex nie nadawał się na ojca. Ale w końcu kandydat się znalazł. Szybko wzięliśmy ślub i od razu postanowiliśmy mieć dziecko. Niestety moje problemy zdrowotne opóźniły nasze plany powiększenia rodziny. Miałam więc wiele czasu na to aby przygotować się do bycia Mamą.
sobota, 9 listopada 2013
Rozmiary ubranek dla niemowląt w teorii i praktyce
Pamiętam jak zaczęłam kompletować wyprawkę
dla Młodego. Zastanawiałam się jakie rozmiary ubranek wybrać na początek aby
nie było za duże ani za małe. Znacznie trudniejsze zakupy okazały się jak Młody
już był na świecie. Ponieważ jestem Matką oszczędną to zawsze wertuję wszystkie
ulotki reklamowe polując na promocje i okazje. Bardzo często robię też zakupy w
second handach. Zawsze wtedy, kiedy wypatrzyłam jakąś super okazję pojawiało
się pytanie: czy aby to będzie dobre np. za miesiąc czy dwa? Jaki rozmiar kupić
"na wyrost"?
Większość firm odzieżowych bazuje na następującej liście:
Młody ma dziś 9,5 miesiąca i teoretycznie powinien nosić ubranka z przedziału 74-80. A jak jest w praktyce? Rozmiaru 74 nosił może z dwa tygodnie i to jak miał 6 m-cy. Bardzo szybko urósł i wiele ubranek w tym rozmiarze kupionych na sezon letni niestety leży nie ruszone do dziś. Teraz już nie kupuję ubranek na przyszłość tylko w miarę na bieżąco. Obecnie na tapecie mamy rozmiar 80-86. Co najśmieszniejsze niektóre rzeczy nosi z rozmiarów 62-68. Chyba część producentów ubranek dla dzieci złe metki przyczepia. Bo jak inaczej to wytłumaczyć?
Większość firm odzieżowych bazuje na następującej liście:
Młody ma dziś 9,5 miesiąca i teoretycznie powinien nosić ubranka z przedziału 74-80. A jak jest w praktyce? Rozmiaru 74 nosił może z dwa tygodnie i to jak miał 6 m-cy. Bardzo szybko urósł i wiele ubranek w tym rozmiarze kupionych na sezon letni niestety leży nie ruszone do dziś. Teraz już nie kupuję ubranek na przyszłość tylko w miarę na bieżąco. Obecnie na tapecie mamy rozmiar 80-86. Co najśmieszniejsze niektóre rzeczy nosi z rozmiarów 62-68. Chyba część producentów ubranek dla dzieci złe metki przyczepia. Bo jak inaczej to wytłumaczyć?
czwartek, 7 listopada 2013
Bezpieczny dom
Każdy rodzic z niecierpliwością czeka na moment, gdy dziecko
zacznie pełzać, raczkować i chodzić. Nagle wszystkie szafki i szuflady w
zasięgu rączek dziecka stają się niebezpieczne.
Oczywiście najprościej jest dobrze pilnować malucha. Jednak
gdy rodzic jest zajęty sprzątaniem, gotowaniem czy prasowaniem, nie trudno
chwilę dekoncentracji. Warto wtedy zaopatrzyć się w odpowiednie zabezpieczenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





